Na naszym blogu kładziemy nacisk generalnie na rozrywkę, wesołe bzdury, ciekawostki i głupkowate wydarzenia. Zazwyczaj jest tutaj wesoło. Ten wpis będzie inny, aczkolwiek zdecydowanie “na ciekawostce“.
W 1994 roku Kevin Carter pojechał do Afryki. Carter był fotografem. Udał się do Sudanu i zrobił zdjęcie dziecka. Schorowanego, wychudzonego, głodnego. Dziecko to próbowało w wielkich trudach dotrzeć do obozu dla uchodźców. W momencie odpoczynku, nieopodal dziecka usiadł sęp czekający na jego śmierć. Zdjęcie wyglądało tak:

Carter dostał za tą fotografię nagrodę Pulitzera. Problem w tym, że po jej zrobieniu złożył sprzęt i odszedł. Nie pomógł dziecku, nawet się nim nie zainteresował. Poszedł szukać nowego tematu. Gdy dowiedziała się o tym opinia publiczna Carter został słownie zlinczowany i potępiony. Trzy miesiące później popełnił samobójstwo.
Dobranoc. Miłych snów.
Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.
piszesz bzdury, a wystarczylo by tylko wejsc chociazby na wikipedie i przeczytac o Carterze kilka slow.
ok. proszę o cytat cwaniaku, gdzie piszę bzdury.
wejdź na wiki wpisz kevin carter to się dowiesz cwaniaku. wnioskuje za wyjebaniem tego durnego postu wpizdu
Rok po tym do Cartera zadzwoniła Nancy Buirski, wydawca “New York Timesa” z informacją, że został laureatem Nagrody Pulitzera. Radość uhonorowanego gaśnie klika dni później, gdy dosięga go wiadomość o śmierci Kena, który wraz z resztą Bang Bang Clubu wyjechał śledzić konflikt w Takozie. Podczas zamieszek Oosterbroek i Marinovich znaleźli się na linii ognia i zostali postrzeleni. Oosterbroek zmarł wskutek ran, najprawdopodobniej zginął od zabłąkanej kuli wystrzelonej przez żołnierza sił pokojowych. Carter uważał, że to on powinien zginąć od kuli. Pogrążał się w rozpaczy, coraz częściej wspominał o samobójstwie. Ostatnią osobą, która rozmawiała z Carterem była wdowa po Oosterbroeku. Znaleziono go 27 lipca 1994 roku w samochodzie zaparkowanym w miejscu, gdzie często bawił się jako dziecko. Zmarł wskutek zatrucia tlenkiem węgla. Miał 33 lata.
W liście pożegnalnym napisał – Jestem załamany. Bez telefonu, bez pieniędzy na czynsz i na alimenty. Prześladują mnie żywe obrazy zabitych i cierpiących, widok ciał, egzekucji, rannych dzieci. Odszedłem i jeśli będę miał szczęście, dołączę do Kena.
no to wspaniale, dalej nie widzę gdzie piszę bzdury. cytat – który fragment wpisu jest błędny? Banan, japa. jak zwykle, psy szczekają – karawana idzie dalej.
Taak, jego życie było równie tragicznie interesujące, co okoliczności, które fotografował. Dlatego kolejni dziennikarze mieli o czym pisać przez następne kilka mięsięcy. Pozostawienie dziecka bez pomocy jest dla mnie niewyobrażalne, gdyż Carter nie był w sytuacji, w której takiej pomocy po prostu nie mógłby udzielić – jak to pewnie nie raz bywa.