W sercu Danii, państwa kontrolującego życie swoich mieszkańców jak mało które, powstała w latach 70-tych kopenhaska dzielnica, Christiania. Oczywiście każde duże, europejskie miasto ma swoją dzielnicę rozpusty albo hippisowski raj narkotykowy, ale Christiania to zupełnie inny kaliber. To państwo w państwie, to namiastka utopii, to zgrupowanie ludzi, którzy jakimś cudem stworzyli w samym centrum welfare state, anty-państwowe, samostanowiące getto.

Za wikipedią, fragment deklaracji Wolnego Miasta Christiania:
Celem projektu jest stworzenie samostanowiącej się społeczności, gdzie każda jednostka jest odpowiedzialna za siebie, będąc jednocześnie integralną częścią naszej wspólnoty. Jej członkowie zamierzają w tym celu osiągnąć ekonomiczną niezależność. Równie ważnym zamiarem jest utwierdzanie w przekonaniu, że ogólnie pojęta nierówność międzyludzka może zostać poprzez naszą działalność zażegnana.
Brzmi trochę libertariańsko, ale biorąc pod uwagę, że to w większości ćpuni i hippisi, plus akapit dotyczący równości, można przypuszczać, że bliżej temu do lewicowego anarchizmu. W rzeczywistości jest to mieszanka dziwna. Z jednej strony znosząca zasady i prawa państwa duńskiego, z drugiej narzucająca kolejne zakazy.
W niepisanym prawie Christianii nie można posiadać borni, kraść, jeździć autem, chodzić w kamizelce kuloodpornej (wtf?!), biegać (!!!) czy zażywać twardych narkotyków. say what?
Należy wspomnieć, że jest to mekka wszystkich, którzy są zainteresowani kupnem haszyszu lub marihuany, które w Christiani są obecne w każdym możliwym wydaniu i można je publicznie palić. To (plus nielegalne okupowanie terenów wojskowych) jest jednym z najważniejszych argumentów dla władz Kopenhagii żeby owy quasi-raj usunąć.
Oczywiście jak przystało na tego typu outsiderów, mieszkańcy robią różnego typu happeningi wewnątrz Christiani i na ulicach stolicy. Poza tym żyją w absolutnej komunie, bez obrotu pięnieżnego. Wszelkie sklepy i knajpy działają na zasadzie handlu wymiennego w stylu “co łaska”.
Niestety (a może stety, dla mieszkańców innych dzielnic), z Christianii wiele osób odeszło, a zasmiast nich do getta ciągnął różnego typu przestępcy, alfonsi, prostytutki i chorzy psychicznie.
Co ciekawe, wręcz bezprecedensowe, doszło do specyficznego porozumienia między mieszkańcami dzielnicy a władzami miasta. W zamian za korzystanie z dobrodziejstw cywilizacji tj. wody lub prądu, mieszkańcy muszą płacić podatek w wysokości 215 Euro miesięcznie. Wynika z tego, że państwo opiekuńcze, którego największym wrogiem jest podatek liniowy, zezwoliło na płacenie jeszcze bardziej radykalnie anty-progresywnej składki czyli podatku pogłównego. Paradoks.
Ostatnio z Christianią były jakieś problemy i chcieli je zlikwidować ale wygląda na to, że wszystko zostanie po staremu, i dojdzie tylko do pewnych kosmetycznych zmian.
Raczej nie chciałbym tam mieszkać ale podoba mi sie taki konkretny kop w dupę państwa i podcięcie hegemonii umowy społecznej. Szkoda tylko, że w tą stronę to poszło ale cóż – inna pewnie nie byłby możliwa bo Christiania to tylko zbiorowisko niegroźnych ćpunów i hippisów.
Dodaj do ulubionych:
Bądź pierwszą osobą, która doda ten wpis do listy ulubionych.
A Colvina za Hamsterdam ujebali
fajne!
wbijam tam na pełnej piranii co środę i wymieniam ruskie 15-latki na kilogramy maryhłany
Z tym bieganiem i kamizelkami, to żadne wtf ani wtc, tylko chodzi o to, żeby tam było bezpiecznie. Jak biegniesz, to prawdopodobnie coś ukradłeś, albo ktoś chce Tobie coś ukraść, czyli dzieje się coś złego. Jeśli masz na sobie kamizelkę kuloodporną, to tym bardziej dzieje się coś złego.
A ogólnie to artykuł trochę płytki, a sprowadzanie ludzi tam żyjących do ćpunów i hipisów to (zwłaszcza po tym, jak sam napisałeś, że christiańskie prawo zabrania używania twardych dragów) czysta ignorancja.
Anegdota:
Duński rząd nakazał “Christiańczykom” uczynienie handlu haszem i gandzią mniej wydocznym. Christiańczycy zgodzili się: sprzedawcy zaczęli ubierać się w moro.
anegdota sranegdota
kurwa wiedziałem, że nie mogę normalnego słowa użyć ;]
to co piszesz można sobie przeczytać na wikipedii ogolnie wiec nie kozacz
no i to nie jest żaden artykuł tylko wpis na blogu – nie miałem zamiaru opisywać dokładnie całej tej imprezy tylko zwrócić na nią uwagę, przytoczyć kilka najważniejszych faktów i zainteresować tematem.
oczywiscie pisanie, ze to sami hippisi i ćpuni to pewne uogólnienie ale chodziło mi raczej o symbol pewnej mentalności i sposobu życia.
poza tym nie wiem o co ci chodzi z tymi narkotykami miękkimi – od nich tez można się uzależnić czyli można zostać narkomanem -> ćpunem.
popieram 120.
poza tym jak sie na blogach pisze zbyt mondre rzeczy to mozna skonczyc jak Kataryna!
beware of the truth – let it be out there!
myślałem, że moje zdanie Cię nie interesuje
(ach, długo czekałem, aż będę miał okazję to powiedzieć!)
to, co Ty piszesz też można przeczytać na wikipedii
wszystko spoko, tylko takie krótkie zwracanie uwagi i uogólnienia powodują skrzywione postrzeganie świata przez większość ludzi – czyli tych, którzy nie wgłębiają się dalej w temat (zapewne jakieś 95-100% osób, które to przeczyta). jeśli mowa jest o najnowszym teledysku dody – wszystko spoko, ale jeśli to jest trochę poważniejszy temat, wchodzący w sprawy takie jak polityka czy utopie, to już gorzej. potem się dziwicie, dlaczego “niektórzy” mają spaczone światopoglądy. np. nazywanie kolesia, który lubi sobie zapalić trawkę – ćpunem, to tak jak nazywanie faceta, który lubi sobie wypić sporo piwa menelem. owszem, jest w tym jakaś prawda, ale nie pomaga to nikomu w zrozumieniu zjawiska.
przykro mi, ale stosujesz takie same metody jak świta o. Rydzyka.
a ci ćpuni i hippisi to po prostu komuna bardziej lub mniej alternatywnych ludzi, wśród których można spotkać najrozmaitsze typy – od w/w ćpunów przez hippisów i rastamanów po lewicujących pisarzy i proekologicznych architektów.
P.S.
http://www.miejski.pl/slowo-Ćpun
tyle tylko, że ja nie piszę do opinotwórczego magazynu ani nie pełnie żadnej misji społecznej przez te wpisy – piszę tutaj własnym, codziennym językiem, stosuje językowe i merytoryczne uproszczenia – bo mam pełną swobodę. do wyjaśniania wszelkich nawiasów i treści między wierszami są właśnie komentarze
Zgodzę się, że komentarze mogą wyjaśniać i w tym przypadku wyjaśniają różnego rodzaju nawiasy i treści między wierszami.
Niemniej jednak uważam, że nie powinno się pisać w taki sposób tego typu tekstów nawet na tak niezobowiązującym blogu jak ten.
miło, że sobie – i mam nadzieję innym – wyjaśniliśmy.
ja niewiele zrozumialem.
ze co? ze niby nie ma tam cpunow i narkotykow wogle?
że pedał coś wariuje tutaj
hehe
przeczytaj sobie wszystko jeszcze raz może ;p
ogólnie chodzi o to, że ten artykuł pozostawia raczej wrażenie, że jest to dziwaczna narkomańska melina z absurdalnymi przepisami, pełna rasowych, beztroskich hipisów i obdartych narkomanów.
a w rzeczywistości to wszystko jest dużo bardziej złożone, mniej tęczowe i niezbyt narkomańskie. a przede wszystkim jest wyjątkowe, gdyż pokazuje, że można zorganizować utopijną społeczność nawet w centrum stolicy skandynawskiego państwa. co więcej: że ta utopia może przetrwać wiele lat, a jej “obywatele” mogą przez cały ten czas zachowywać się ogólnie odpowiedzialnie i niedestrukcyjnie.
kuba, synu, siedź cicho .
slyszalem, ze tam roi sie od narkotykow o_O
czy to znaczy, że to miejsce opanowane przez ćpunów?
może jest opanowane przez dilerów?
przez chrystianów ronaldo!
Pingback: manifest dogma 95 « hajlajfloryda blog