lany poniedziałek po śląsku

Jako, że weekend należał to pełnego chill-outu, to trzeba było się wybrać w poniedziałek na jakąś imprezę. Koncepcja wieczoru niezła, bo akurat wypadło na lany poniedziałek i pojawiło się kilka tematycznych imprez. Co prawda plany mógł nam pokrzyżować prezydent ze swoją pojebaną skłonnością do ogłaszania żałoby narodowej (przypominam kolegom z Sopotu, że już raz przez takie gówno przepadła nam Doda; nie mówiąc już o Judas Priest). Na początek postanowiliśmy sprawdzić zaproszenie Jacura – choć plakat nie jest zachęcający (dziewcze z twarzy totalnie żadne, zwiastowało raczej żałość niż dobrą zabawę), pojawiliśmy się w Zabrzu.

No i właściwie krótki komentarz się ciśnie na usta – jaki plakat taka impreza.

Cały ten VIP club wyglada jak rasowa, podmiejska remiza, oświetlona odpustowymi światełkami. Na powitanie kolega P. się zrzygał – ponoć zabrzański standard, luz. W knajpie pustki, głównie dresy, pizdy w białych spodniach i miśki w prawie-złotych ketach (czego generalnie można sie było spodziewać po imprezie gdzie główną atrakcją są półnagie, mokre panienki). Oczywiście knajpa jest tak hajlajfowa, że mimo pustek zabrakło im kufli, nie było czystej wódki i o płaceniu kartą można wogóle zapomnieć.

Sam konkurs dobił leżącego. Te całe miss mokrego podkoszulka to 4 dupy o imieniach w stylu Dona czy inna Samanta, oczywiście aparycja z Zawodzia i inne typowe atrybuty żulic. Konkurs trwał jakieś 7 minut, w czym doszło do oblania kandydatek wodą i szampanem, przedstawienie ich publiczności (można było usłyszeć, że Dona jest przedszkolanką a Klaudia pracuje w studiu kosmetycznym i widziała wszystkie pięc części Piły), no i zrzucenie koszulek. Żeby uściślić, boskimi ciałami to one nie mogły się pochwalić (choć była zachowana pewna przyzwoitość).

Wygrała jakaś blondyna – czy było to słuszne należy zapytać się Jacura. Stał w pierwszym rzędzie. My, w ramach ostentacyjnego odcięcia się od performensu i konwencji, staliśmy daleko od tłumu.

W trakcie wieczoru mieliśmy zaliczyć także nowo otwarty Flow Club ale nawet się do niego nie zbliżyliśmy. Wcześniej, ulubiony z ochroniarzy w City Pubie, poinformował nas, że “jeśli szukacie tego nowego clubu to uważajcie bo tam pedały na bramkach stoją i wiecie, no, uważajcie na tego… Pedały tam stoją”.

Na koniec chcieliśmy jakoś uratować wieczór przez high school/old school party w Mega ale tam po 15 minutach od naszego wejścia zmienił się DJ i r’n'b przerodziło się we wsiowe techno/dance, wylansowane dziewczęta zamieniły się w młodych żuli a my bylismy w szoku.

Strasznie pojebany ten Śląski Śmingus.

3 Responses to lany poniedziałek po śląsku

  1. john alabama Kwiecień 14, 2009 o 5:47 pm

    ale w mini-mega widziałem malutką azjatkę. chcę mieć karlicę japonkę na sprzątaczkę w środy.

  2. Kubus Kwiecień 14, 2009 o 8:35 pm

    to ja biorę czwartki pedale

  3. 120daysodomy Kwiecień 15, 2009 o 9:56 am

    mi niech sprząta garaż

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.